Make a promise to live a lifetime in every heartbeat
Blog > Komentarze do wpisu
The Guru

Produkcja: Tim Bevan, Eric Fellner, Michael London
Reżyseria: Daisy von Scherler Mayer
Scenariusz: Tracey Jackson
Obsada: Jimi Mistry, Heather Graham, Marisa Tomei, Michael McKean, Dash Mihok, Emil Marwa, Christine Baranski, Ronald Guttman, Malachy McCourt, Ajay Naidu, Anita Gillette, Pat McNamara, Dwight Ewell

Guru, który niedawno był wyświetlany w TVP1 jest komedią romantyczną wyprodukowaną wspólnie przez Amerykanów, Brytyjczyków i Francuzów. Z bollywood ma on niewiele wspólnego (ewentualnie krótka scena filmu w kinie;)). Zdecydowałam się jednak wspomnieć o nim w kilku słowach ze względu ciekawych nawiązań do Indii.



Bohater filmu, Ramu Gupta (Jimi Mistry), jako dziecko kochał muzykę i śpiew, był wielkim fanem Johna Travolty, marzył, że kiedyś pójdzie w jego ślady. Gdy dorasta, zostaje nauczycielem tańca, a jego uczennicami są kobiety w średnim wieku. I chociaż bardzo lubią swojego instruktora, jego nuży to zajęcie. Chciałby się wyrwać z rodzinnego miasta w wielki świat, poznać nowych ludzi, zrobić karierę artystyczną i duże pieniądze. Jego przyjaciel Vijay Rao, który osiedlił się w Nowym Jorku, zachęca go do odwiedzin za oceanem. Kusi opowieściami o wspaniałym życiu, jakie sam wiedzie w Ameryce, chwali się mercedesem i luksusowym apartamentem. Wkrótce Ramu opuszcza więc Indie i przybywa do Ameryki z nadzieją, że tu spełnią się jego marzenia. Chce zostać aktorem i piosenkarzem, oczami wyobraźni już widzi się na Broadwayu.

Niestety, rzeczywistość okazuje się całkiem inna, niż oczekiwał. Vijay ledwo wiąże koniec z końcem, chociaż pracuje jako kelner w indyjskiej restauracji, a dodatkowo dorabia jako taksówkarz. Mieszka w obskurnym mieszkaniu z dwoma innymi kolegami, nie ma nawet telewizora, o własnym aucie nie wspominając. Chcąc nie chcąc, Ramu zostaje kelnerem w tej samej restauracji, ale po sprzeczce z klientem kilka godzin później wylatuje na bruk. Usiłuje zatrudnić się w show-biznesie i w odpowiedzi na anons prasowy zgłasza się do agencji poszukującej aktorów. Ze zdziwieniem odkrywa, że ma grać w filmach pornograficznych. Chociaż jego partnerką na planie jest śliczna, blondwłosa Sharrona (heather Graham), która daje mu różne cenne rady, Ramu – onieśmielony obecnością ekipy - nie potrafi stanąć na wysokości zadania i musi zakończyć karierę po kilku ujęciach.



Coraz bardziej zdesperowany próbuje odzyskać posadę w restauracji. Ale tego dnia szef kuchni i kelnerzy dostali akurat prywatne zlecenie: obsługują przyjęcie wydane przez parę milionerów z okazji urodzin ich neurotycznej córki Lexi (Marisa Tomei). Główną atrakcją wieczoru ma być występ hinduskiego swami. Niestety, kilka drinków sprawia, że gdy nadchodzi pora występu, staruszek smacznie śpi. Widząc Ramu, który właśnie pojawił się w kuchni, by prosić o ponowne zatrudnienie, szef każe mu się natychmiast przebrać i ratować sytuację. Wypchnięty do gości Ramu stara się najlepiej jak może odegrać rolę rzekomego mędrca. Przypominając sobie rady udzielane mu przez Sharronę, przekonuje zebranych, że źródło szczęścia tkwi w tańcu, muzyce i… seksie.





Odnosi oszałamiający sukces i jeszcze tego samego wieczoru, już jako osobisty guru Lexi, zostaje jej kochankiem. Odtąd dziewczyna sprowadza do niego rozlicznych znajomych z nowojorskiej śmietanki, równie sfrustrowanych i znerwicowanych jak ona, by im również udzielał porad. Świadom własnych niedostatków w tej dziedzinie, Ramu potajemnie odnajduje Sharronę, prosząc ją o kolejne cenne wskazówki. Dziewczyna, przekonana, że jej uwagi mają służyć wyłącznie wzbogaceniu życia intymnego sympatycznego Hindusa, bez oporów dzieli się z nim swoim bogatym doświadczeniem. W krótkim czasie Ramu zyskuje sławę jako ekspert w sprawach seksu, zgarnia coraz wyższe honoraria. Wreszcie dostaje propozycję występu przed wielotysięczną widownią .





Guru to lekka, przyjemna i zabawna komedia, na której można się świetnie bawić i odprężyć. Nie jest to rewelacyjny film, który pozostawia niezatarty ślad w pamięci, ale raczej typ odpężającego obrazu, który wywołuje uśmiech na twarzy. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki serii nawiązań i połączeń dwóch kultur: indyjskiej i amerykańskiej. Ciekawym przykładem może być zamieszczona poniżej scena tańca do rytmów piosenki "Chori chori".


Już na wstępie spodobała mi się scena w kinie, kiedy to mały Ramu wymyka się do sąsiedniej sali, aby popatrzeć na tańczącego i śpiewającego Johna Travolte, ale najlepszym fragmentem jest ten pokazany w ostatnich minutach filmu, czyli wspaniałe przejście w piosenkę z musicalu
Grease.


Tekst i zdjęcia: www.filmywjedynce.tvp.pl

poniedziałek, 17 marca 2008, pheobe6

Polecane wpisy

  • Tandoori Love, czyli Hinduski smak miłości

    Reżyseria: Oliver Paulus Scenariusz: Oliver Paulus, Stefan Hillebrand Zdjęcia: Daniela Knapp Muzyka: Marcel Vaid Choreografia: Gisela Rocha Obsada: Lawinia Wils

  • The Last Legion, czyli Ostatni legion

    Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE MicrosoftInternetExplorer4

  • The Memsahib

    Produkcja: Kruti Majmudar Reżyseria: Kruti Majmudar Scenariusz: Kruti Majmudar Muzyka: Uday Mazumdar Obsada: Emily Hamilton, Parvin Dabas, Glenn Fitzgerald, Swe

Komentarze
Gość: Łapka czyli Aga, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/17 19:13:33
Świetne ;p
Grease to zaraz po bolly mój ulubiony film..
lubię musicale.
-
2008/03/17 21:02:08
Film sobie nagrałam i czekam tylko na siostrę, żeby obejrzeć:)
-
2008/03/18 17:16:45
Ąga - tak, świetna komedia:) Ja również lubię Grease, dlatego tym bardziej spodobało mi się nawiązanie do tego filmu:) Bardzo ciekawie to wyszło:)

Prolka - ja też sobie film nagrałam. Oglądnęłam zaraz na drugi dzień, bo byłam okropnie ciekawa o czym jest:) Życzę udanego sensu:)
-
2008/03/18 21:14:25
Też mi się całkiem przyjemnie oglądało, ale raczej już nie wrócę do tego filmu. W sam raz na jeden seans. ;) "Chori Chori Hum Gori Se" za to słucham na okrągło, ale tę piosenkę z "Meli" ukradli. ;)
-
2008/03/22 14:19:29
A ja podejrzewam, że kiedyś się jeszcze na niego skuszę:)
Nie miałam przyjemności oglądać Meli więc nawet nie wiedziałam z jakiego filmu pochodzi. Dzięki za info:)