Make a promise to live a lifetime in every heartbeat
wtorek, 09 kwietnia 2013
Pokiri, czyli Wojownik

Produkcja: Puri Jagannath
Reżyseria:  Puri Jagannath
Scenariusz:  Puri Jagannath
Muzyka: Mani Sharma
Obsada: Mahesh Babu, Ileana, Prakash Raj, Sayaji Shinde, Ashish Vidyarthi, Nassar, Ali, Brahmanandam

Pandu (Mahesh Babu)to bezwzględny gangster, człowiek który nie wie czym jest lojalność. Dwa, będące w stanie wojny gangi zazdroszczą mu jego siły, choć z przerażeniem, podziwiają nonszalancję, z jaką stosuje przemoc. Na przemian korzystają z usług najemnego wojownika. Pandu zdaje się uosabiać człowieka torującego sobie drogę przez życie pięściami, w jego życiu nie ma miejsca na miłość i ciepłe uczucia. Spotkanie z uroczą Sruthi (Ileana)  sprawia, że jego serce, ukryte pod grubą skorupą lodu, zaczyna po woli odtajać. Sruthi z kolei, to dziewczyna o delikatnym usposobieniu, która po śmierci ojca, pracując pomaga matce w utrzymaniu domu i wychowaniu młodszego brata. Marzy o spokojnej przyszłości u boku wykształconego, pełnego ogłady męża. Los chwyta ją jednak w pułapkę, zmuszając Pandu, aby pokazał dziewczynie swoje krwawe oblicze. Młody wojownik zmuszony jest walczyć z królem miejscowej mafii - Ali Bhai (Prakash Raj), przed którym nie chce pochylić czoła. Wojna, jaka wywiązuje się między stronami zaciera granicę dobra i zła, zmienia oblicza uwikłanych w nią ludzi. Kogo uczyni z Pandu - najemnego wojownika?

Aaaaaa... nigdy więcej! Przenigdy! Nigdy więcej, przenigdy nie obejrzę tego filmu. Wiele się po nim spodziewałam i niestety okropnie się zawiodłam. Spodziewałam się dobrego filmu akcji, a w to miejsce dostałam: 
- absurdalne sytuacje,
- zlepek wątków i naciaganych sytuacji,
- ogromną liczbę śmiesznych bójek, strzelanin, mordów,
- przeświadczenie, że bicie ludzi po twarzy jest receptą na wszystko,
- dialogi na żenującym poziomie, 
- przerysowane postaci,
- niedorzeczne zachowania bohaterów,
- wątek miłosny całkowicie niepasujących do siebie osób (nic mi nie dało podstaw, żeby uwierzyć w prawdziwość uczucia).

Po obejrzeniu kilku pierwszych scen, miałam jeszcze nadzieję, że film będzie udany, jednak po 30 minutach miałam już tylko złe przeczucia, które niestety się sprawdziły. Straszna to była dla mnie męczarnia. Czekałam tylko na przerywniki w postaci piosenek, które stanowiły dla mnie ciekawą rozrywkę. Okazały się miłe dla ucha i oka, mimo, że całkowicie nie wpasowały się do opowiadanej historii. Najbardziej spodobały mi się: "Chalega Chalega", "Gala Gala Paarutrunna" i "Chudadantunna". Może i "Pokiri" jest najbardziej kasowym filmem w historii Tollywood, ale mnie nie porwał.

Muszę jednak przyznać, że pojawienie się oficera Policji Republiki Indii z oddziału 57 o odznace numer 32567, Khrishny Manohara, zrekompensowało mi w pewnym stopniu cały wysiłek, jaki włożyłam w to, by nie wyłączyć filmu przed napisami końcowymi. Tego się absolutnie nie spodziewałam!


Opis dystrybutora. 

Zdjęcia: www.bollywood.pl, 

piątek, 05 kwietnia 2013
Kites, czyli Latawce

Produkcja: Rakesh Roshan
Reżyseria: Anurag Basu
Scenariusz: Anurag Basu, Robin Bhratt
Muzyka: Rajesh ROshan
Obsada: Hrithik Roshan, Barbara Mori, Kangana Ranault, Kabir Bedi, Anand Tiwari, Nick Brown





Niezwykłe połączenie hollywoodzkiego kina akcji z eksplozją kolorów, muzyki i emocjonalnością rodem z Bollywood. Trzymający w napięciu, brawurowy thriller, a jednocześnie poruszająca historia wielkiej miłości, rodzącej się w gorącym zmysłowym rytmie salsy. 

Śmiertelnie ranny mężczyzna błądzi po piaskach rozpalonej bezwzględnej meksykańskiej pustyni. To Jay (Hrithik Roshan). Kiedyś olśniewająco przystojny, błyskotliwy młodzieniec, beztrosko czerpiący z życia maksimum przyjemności. Teraz umierający na bezludziu zrozpaczony człowiek. Jedyne, co trzyma go przy życiu, to silniejsze niż śmierć pragnienie spotkania z miłością jego życia, Nataszą (Barbara Mori). Ta piękna, seksowna dziewczyna kiedyś była zaręczona z innym mężczyzną, ale przeznaczenie postawiło ją na drodze Jaya, zmieniając jego życie na zawsze...





Hmmm... Oglądałam ten film ponad rok temu i całkiem o nim zapomniałam. W sumie to chyba dobrze, ponieważ nie jest to film, który chciałabym wspominać, a tym bardziej powtarzać seans. Udało mi się go wymazać z pamięci, a po przeczytaniu krótkiego opisu fabuły, powróciły wspomnienia zażenowania i znudzenia podczas oglądania. Nie pamiętam niczego, co by mi się w nim podobało: ani opowiadana historia (zbyt naciągana), ani miłość bohaterów (zbyt nierealna), ani gra aktorów (zbyt drętwa), ani poszczególne sceny (zbyt sztuczne). 

Opis dystrybutora.
Zdjęcia: filmweb.pl, searchandhra.com
środa, 03 kwietnia 2013
Salman Rushdie "Joseph Anton. Autobiografia"

14 lutego 1989 roku, w dzień świętego Walentego, do Salmana Rushdiego zadzwoniła dziennikarka BBC z wiadomością, że autor został "skazany na śmierć" przez ajatollaha Chomejniego. Po raz pierwszy usłyszał wtedy słowo fatwa. Jego przewina? Napisał powieść pod tytułem "Szatańskie wersety", której zarzucano, że jest "przeciwko islamowi, Prorokowi i Koranowi". 

Tak się zaczyna ta niesamowita historia o pisarzu zmuszonym do ukrywania się, przenoszenia z jednego domu do drugiego, wiecznie w towarzystwie uzbrojonej obstawy. Poproszono go, by wybrał sobie nowe nazwisko, którym mogłaby się posługiwać policja. Pomyślał o pisarzach, których uwielbiał, i kombinacjach ich imion; i wtedy zaświtało mu: Conrad i Czechow - Joseph Anton. 

jak pisarz i jego rodzina żyją pod groźbą śmierci przez ponad dziewięć lat? Jak mu się udaje dalej pisać? Jak się zakochuje i odkochuje? Jak rozpacz kształtuje jego myśli i działania, jak i dlaczego się potyka i jak się uczy bronić? W tych niezwykłych wspomnieniach Rushdie opowiada historię po raz pierwszy; historię jednej z kluczowych w naszych czasach batalii w obronie wolności słowa. Pisze o chwilami ponurych, chwilami zaś zabawnych okolicznościach życia pod okiem uzbrojonych funkcjonariuszy i o bliskich więziach, jakie połączyły go z jego stróżami; o próbach uzyskania wsparcia i zrozumienia ze strony rządów, szefów wywiadu, wydawców, dziennikarzy praz innych pisarzy; a także o tym, jak odzyskał wolność. 

Jest to książka napisana ze szczególną szczerością i otwartością, frapująca, prowokacyjna, wzruszająca i niezmiernie ważna. Ponieważ to, co przydarzyło się Salmanowi Rushdiemu, było pierwszym aktem dramatu, który wciąż się rozgrywa gdzieś na świecie każdego dnia. 



Jestem pod ogromnym wrażeniem. 
Jestem pod ogromnym wrażeniem siły i hartu ducha pisarza, który przeszedł wiele po prostu z powodu własnego talentu oraz ignorancji i braku zrozumienia ze strony (tu wpisz własny przymiotnik) ludzi. 
Jestem pod ogromnym wrażeniem szczerości Rushdiego, który nie bał się pisać o wszystkich swoich przeżyciach otwarcie i bez skrępowania. W tej autobiografii wpuszcza każdego czytelnika do wszystkich zakamarków prywatnego życia, które z powodzeniem mógłby zachować dla siebie. Dlatego tym bardziej jego autobiografia przemówiła do mnie i utwierdziła, a nawet umocniła moje uznanie dla powieściopisarza. 

Opis wydawcy.
Zdjęcie: www.rebis.com.pl
wtorek, 19 marca 2013
Thoda Pyaar Thoda Magic, czyli Odrobina Miłości Odrobina Magii

Produkcja: Aditya Chopra, Kunal Kohli, Vicky Bahri, Vivek Bhatnagar, Mitu Bhowmick Lange
Reżyseria: Kunal Kohli
Scenariusz: Kunal Kohli
Muzyka: Shankar- Eshaan - Loy
Obsada: Rani Mukherjee, Saif Ali Khan, Amisha Patel, Rishi Kapoor, Cameron Pearson, Akshat Chopra,
Shriya Sharma, Ayushi Berman, Rachit Sidana



Ranbir (Saif Ali Khan) jest odnoszącym sukcesy, bogatym biznesmenem. Pewnego dnia powoduje wypadek, zabijając dwoje ludzi. Proces sławnego bogacza staje się sensacją. Ludzie zakładają się typując, jaki będzie wyrok. Tymczasem sędzia zaskakuje wszystkich – Ranbir dostaje nietypową karę – ma wychowywać czwórkę dzieci, które po wypadku spowodowanym przez biznesmena zostały sierotami. Dzieci nie potrafią zaakceptować tej sytuacji i chcą zemścić się na człowieku, którego nienawidzą. I wtedy Bóg postanawia zesłać im anioła w postaci pięknej Geety (Rani Mukherji)…

 


„Odrobina Miłości Odrobina Magii” to przyjemne kino familijne, w którym jak mówi tytuł mamy do czynienia z miłością i magią. Te dwa elementy przeplatają się ze sobą, tworząc miłe dla oka obrazy i wypełniając uroczą, pełną ciepłą, historię czwórki dzieciaków i dwojga dorosłych. Ze względu na charakter opowieści, w filmie obecne jest cierpienie i żal, ale za sprawą odrobiny miłości i magii zostają ostatecznie pokonane.



Bardzo lubię parę Saif-Rani, których wcześniej widziałam razem w „Hum Tum” i „Ta Ra Rum Pum”. Ich wątek rozwija się bardzo powoli, by nagle tuż przed końcem filmu wybuchnąć w pełnej, może trochę zaskakującej, mocy. Niemniej jednak bardzo mi się podobały relacje Ranbira i Geety, w których dominowały niedopowiedzenia, zaczepki i cicha fascynacja. Na sporą uwagę zasługują młodzi aktorzy wcielający się w postaci osieroconych dzieci. Szczególnie podobały mi się dwie urocze siostrzyczki:  Aditi (Shriya Sharma) i Avantika (Ayushi Berman).  Teledyski i piosenki są miłe dla ucha i oka, chociaż nie wszystkie pasowały do kina familijnego. Mam tu na myśli „Lazy Lamhe”, ze śpiewającą pod wodą Amishą. Najbardziej podobały mi się "Pyaar Ke Liye" oraz "Nihaal Ho Gaya". Ostatecznie jest to film lekki, zabawny i przyjemny. 

Źródło: opis dystrybutora

Zdjęcia: www.bollywood.pl

czwartek, 17 listopada 2011
Amal, czyli Rikszarz

Produkcja: David Miller, Steven Bray
Reżyseria: Richie Mehta
Scenariusz: Richie Mehta, Shaun Mehta
Muzyka: Dr. Shiva
Obsada: Rupinder Nagra, Naseeruddin Shah, Seema Biswas, Koel Purie, Vik Sahay, Roshan Seth, Tanisha Chatterjee

Amal

Biedny, ale uczciwy rikszarz Amal Kumar (Rupinder Nagra) pracuje w New Delhi i stara się, aby klienci dotarli do celu szybko i bezpiecznie. Codziennie podwozi do pracy piękną Pooję (Koel Purie), a do szkoły synka pani adwokat Sapny Agarwal (Seema Biswas). Pewien rodzaj zamieszania w jego życiu wywoła mała żebraczka Priya (Tanisha Chatterjee), którą potrącił samochód. Amal początkowo z poczucia winy, później z serca stara się pomóc dziewczynce. Pewnego dnia pomaga ekscentrycznemu starszemu człowiekowi (Naseeruddin Shah), który poruszony jego uczciwością i dobrocią postanawia odmienić jego życie, a konsekwencje tego odczuje wiele osób

Amal

Amal

Amal


Amal to film, który dodaje wiary nie tylko w istnienie reżyserów i ich ekipy, którzy potrafią stworzyć coś wartego uwagi i zachwycającego, ale również wiary w dobro i bezinteresowność drugiego człowieka. Takie filmy chciałabym zawsze oglądać, bez konieczności napotykania na bezwartościowe gnioty. Amal to przepięknie zobrazowany, idealnie zbudowany, perfekcyjnie zagrany i dopracowany w każdym szczególe film, opowiadający o człowieku dla którego w życiu najważniejsza jest ciężka i uczciwa prac oraz szacunek dla drugiego człowieka. Historia rikszarza pokazuje, że w życiu istnieje coś ważniejszego od dóbr materialnych i pieniędzy. Udowadnia, że człowiekowi szczęcie może zapewnić, nie jakby się mogło wydawać luksus i wysoka pozycja społeczna, lecz osoba, która z pozoru ma niewiele, a jednak ma najwięcej – kochające serce. Polecam bardzo gorąco.

Zdjęcia: bollywood.pl

środa, 16 listopada 2011
Tandoori Love, czyli Hinduski smak miłości

Reżyseria: Oliver Paulus
Scenariusz: Oliver Paulus, Stefan Hillebrand
Zdjęcia: Daniela Knapp
Muzyka: Marcel Vaid
Choreografia: Gisela Rocha
Obsada: Lawinia Wilson, Vijay Raaz, Martin Schick, Shweta Agarwal, Tamal Raichowdhury, Max Rüdlinger, Peter Glauser

Tandoori Love


Historia indyjskiego kucharza Raja (Vijay Raaz), który gotuje dla bollywoodzkiej ekipy kręcącej film w Szwajcarii. Spotyka on w supermarkecie młodą Szwajcarkę Sonię (Lawinia Wilson) i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Podążając za dziewczyną podejmuje pracę jak szef kuchni w gospodzie należącej do narzeczonego Sonii, Marcusa (Martin Schick). Raja przemienia sztywną alpejską gospodę w kuszący zapachami Azji zajazd. Pracująca tam jako kelnerka Sonia musi wybrać między cichą pełną oddania miłością mężczyzny z obcego jej kraju, a mało romantyczną, ale bezpieczną w swej swojskości miłością właściciela zajazdu. Kogo z nich wybierze Sonia?

Tandoori Love

Tandoori Love


Hinduski smak miłości oglądnęłam już jakiś czas temu, ale nie mogłam do tej pory zmobilizować się do napisania o nim notki. Dlaczego? Ponieważ wydał mi się tak beznadziejny, do tego stopnia, że wracanie do niego choćby myślami kosztuje mnie wiele wysiłku. Po tym, jak dowiedziałam się, że film zdobył kilka nagród (2 nagrody:  na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Kairze (dla producentów za film), na Międzynarodowym Festiwalu w Locarno (za muzykę) oraz 1 nominacja do Swiss Film Prize (za najlepszy film szwajcarski)) spodziewałam się naprawdę ambitnego i pięknego filmu, a dostałam zlepek obrazów, które w żaden sposób do mnie nie przemówiły. Przez cały seans męczyłam się okrutnie, ale do samego końca miałam nadzieję, że jednak coś mnie w nim zaskoczy i zachwyci. Niestety. W związku z czym nie rozpisuję się więcej i ostrzegam wszystkich potencjalnych widzów tej produkcji: nie spodziewajcie się zbyt wiele.

Zdjęcia: www.bollywood.pl, http://www.medialuna.biz/films/descr_tandoori-love.html

poniedziałek, 07 listopada 2011
Jak nie kochać jesieni...
Jak nie kochać jesieni...



Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,
Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.
Ptaków, co przed podróżą na drzewach usiadły,
Czekając na swych braci, za morze lecących.

Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty.

Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,
Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.
Chryzantemy pobieli, dla tych, których nie ma.
Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,
Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.
I w swoim majestacie uczy nas pokory.
Bez słowa na cmentarze wzywa nas corocznie.

Tadeusz Wywrocki

Arois, serdecznie dziękuję za piękną kartkę i pamięć mimo dzielącej nas odległości, za  uśmiech na twarzy i radość w sercu, jakie u mnie wywołujesz każdą przesyłką oraz za dobre życzenia, inspirację do tworzenia i kolejny powód do kochania jesieni. Przesyłam uściski i buziaczki.

niedziela, 06 listopada 2011
Bliźnięta

narodziny

Urodziły się bliźnięta,

Wieść dla wszystkich niepojęta.

Te bliźniaki dwujajowe,

Przyszły na świat krzycząc zdrowe.

Pięć tygodni nie zwlekając,

Tacie, Mamie szczęście dając.


Dwa śliczne maleństwa w Acireale na świat przybyły

I serca rodziców na zawsze zdobyły.

Rodzina dużo pociechy będzie z nich miała,

A Sycylia cała ze szczęścia będzie się śmiała.


Z tej okazji szczerych życzeń kilka słów:

Niech Wam tych chłopców małych dwóch

Dostarczy ogromu pociechy

I każdego dnia wywołują uśmiechy.

Moc zabawy, dużo wrzasków,

A do tego głośnych pisków.


Podwójnej radości z tupotu malutkich nóżek

I nieprzespanych nocy w nogach dziecięcych łóżek.

Niezapomnianych wrażeń z brzdąców przewijania i mycia

Oraz odkrywania uroków rodzinnego życia.

A Nowym Obywatelom Świata,

Niech się całe życie z miłości i szczęścia uplata.



piątek, 04 listopada 2011
"Ostatni mieszkaniec" Aravind Adiga
Mimo slumsów w pobliżu i hałasu nisko przelatujących samolotów, składające się z jednego domu osiedle Vishram A od pół wieku uchodzi za miejsce, gdzie żyje się dobrze. Gdy więc pojawia się deweloper, zamierzający tu wybudować nowoczesne apartamentowce, i proponuje wykupienie mieszkań, by zburzyć budynek, zrazu nie wszyscy chcą z jego oferty skorzystać, choć jest hojna. Z czasem jednak pod naciskiem większości niechętni zmieniają zdanie i w końcu plany dewelopera krzyżuje tylko jeden mieszkaniec domu, emerytowany nauczyciel, dotychczas bardzo szanowany przez sąsiadów, którzy teraz stali się jego wrogami i dla zysku gotowi są na wiele.

Jeśli zapytacie kogoś o osiedle Vishram, powie bez namysłu, że jest świetne – absolutnie, niepodważalnie świetne. To ważne, bo okolica – czubek Santa Cruz zwany Vakola – jest całkiem nieświetna. Na mapie Bombaju Vakola wygląda jak skupisko kropek przyczepionych niczym polip do krajowego portu lotniczego; w terenie ów polip okazuje się otaczającymi osiedle slumsami.

Ostatni mieszkaniec, Adiga

Aravind Adiga w swojej najnowszej powieści opisuje społeczność zamieszkującą blok w spółdzielni mieszkaniowej Vishram A w dzielnicy Vakola w Bombaju. Mieszkają tu ludzie o różnym pochodzeniu, charakterze, majętności oraz wieku, a jednak sąsiedzkie stosunki są przyjazne. Centralnym wydarzeniem w powieści jest złożenie wszystkim mieszkańcom korzystnej, finansowej oferty przez Dharmena Shaha z Confidence Group, który pragnie na terenie należącym do spółdzielni wybudować nowe, luksusowe osiedle, będące spełnieniem jego budowlanych marzeń. Od tego momentu relacje między sąsiadami ulegają zmianie, a na pierwszy plan wysuwa się osoba emerytowanego nauczyciela – Yogesh Anantha Murthy zwany Masterjim z mieszkania 3A. Masterji nie chce wyrazić zgody na zawarcie umowy z szemranym deweloperem. Walczy on w imieniu wszystkich samotnych i załamanych przez terror deweloperów, tych którzy zostali zmuszeniu oddać swe mieszkania w zamian za mgliste marzenia o lepszej przyszłości. Adiga po mistrzowsku prowadzi narrację opisując zmianę stosunków między sąsiadami pod wpływem twardego stanowiska Masterjiego. Z  niedowierzaniem czyta się kolejne strony powieści, na których kreśli coraz to nowsze sposoby społeczności zmierzające do wykluczenia szanowanego niegdyś nauczyciela – ostatniego mieszkańca - i zmuszenia go do zmiany zdania. Przerażające w tym wszystkim jest to, do czego człowiek może się posunąć, gdy w grę wchodzą spore pieniądze. Powieść jest bardzo dobrze skonstruowana i polecam ją wszystkim.


środa, 02 listopada 2011
Singh is Kinng, czyli Król z przypadku

Produkcja: Vipul Amrutlal Shah
Reżyseria: Anees Bazmee
Scenariusz: Suresh Nair, Anees Bazmee
Muzyka: Pritam Chakraborty
Obsada: Akshay Kumar, Katrina Kaif, Om Puri, Sonu Sood, Kiron Kher, Javed Jaffery, Ranvir Shorey, Sudhanshu Pandey, Yashpal Sharma, Neha Dhupia

Singh is Kinng


Cała wspólnota sikhów z Pendżabu ma już dosyć wybryków młodego Happy'ego Singha (Akshay Kumar), który nie tylko jest pechowcem, ale z powodu swojej beztroski i wesołego charakteru jest powodem wiecznego utrapienia dla otoczenia. Starszyzna wioski postanawia pozbyć się Happy'ego. Wysyłają go do Australii z niemożliwą misją. Ma sprowadzić do domu Lucky'ego (Sonu Sood), który jako "Król podziemia" hańbi rodzinę i pozostałych sikhów swoją gangsterską działalnością. Happy razem z przyjacielem (Om Puri), zamiast do Australii, trafia do Egiptu, gdzie zakochuje się w Soni (Katrina Kaif) - pięknej pani kryminolog. Gdy wreszcie trafia do miejsca przeznaczenia, pechowym zbiegiem okoliczności zmuszony jest zastąpić kuzyna i stać się królem gangsterów.

Singh is Kinng

Singh is Kinng


Niesamowicie głupkowata komedia, pełna absurdalnych zachowań, sytuacji, postaci, dialogów, a mimo to podobała mi się i całkiem nieźle się bawiła oglądając szeroki uśmiech i potknięcia Happy'ego. Podobnego typu komedie amerykańskie wywołują u mnie odrazę i szkoda mi czasu, żeby je oglądać. Inaczej jest w przypadku produkcji indyjskich. Mają one w sobie swój specyficzny urok, który na mnie działa. To, co w obrazach z Zachodu mnie szczególnie drażni, czyli gagi oparte na prymitywnym humorze, nadekspresyjne miny i gesty oraz niezrozumiałe i nieuzasadnione zmiany w zachowaniu i charakterze złych bohaterów, w wersji bollywoodzkiej wywołuje na mojej twarzy szeroki uśmiech. Wszystko to przedstawione jest w taki sposób - z prostotą i pewnością, że się spodoba - że musi być pozytywnie odbierane przez widza, który szuka w filmie rozrywki, śmiechu i dobrej zabawy. Wiem, że film ten może się nie podobać, bo sama słyszałam i czytałam niepochlebne opinie na jego temat. Włączyłam go z zamiarem przekonania się co w nim jest takiego złego, a tymczasem miło mnie zaskoczył. Pewnie nie obejrzę go drugi raz, ale za to nie zaliczę go do najgorszych produkcji z Bollywood.

Szczególnie bawił mnie widok Akshaya Kumara, tego pechowca o dobrym sercu, którego widziałam do tej pory w kiepskich rolach. Nie sądziłam, że "Singh is Kinng" odmieni moje negatywne zdanie o tym aktorze, który do tej pory źle mi się kojarzył. Podobnie było z Katriną Kaif - ta aktorka niesamowicie mnie drażniła, a tymczasem w tym filmie wydała mi się przyjemna w odbiorze.

Opis dystrybutora, zdjęcia: bollywoodlaughs, otofotki.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 75
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
01. Bollywood
02. Tollywood
03. Kollywood
04. Bengal
05. Kino artystyczne z Indii
06. Kooprodukcje indyjskie
07. Hollywood z akcentem indyjskim
08. Dokument
09. Książki o Indiach/ z Indiami w tle
10. Teksty i łumaczenia piosenek
11. Bollywood-linki
12. Zdjęcia i tapety BOLLYWOOD
13. Shahrukh Khan
14. Muzyka BOLLYWOOD
15. Indie
16. Blogi o Bollywood
17. Czytane i przeglądane
18. Ważne strony
Kontakt: pheobe6@gazeta.pl lub pheobe6@interia.pl