Make a promise to live a lifetime in every heartbeat
czwartek, 06 sierpnia 2009
Kandy, Polonaruwa (Cejlon), Kerala, Goa

Kandy
W języku angielskim słowo „candy” oznacza cukierek, słodycz. Po singalesku „kanda” to góra. Położone wśród gór miasto Kandy jest miastem pełnym najwspanialszej słodyczy klimatu wiecznej wiosny, tuż na skraju dżungli, w której hasają jeszcze pantery u majestatycznie wędrują w trzasku łamanych gałęzi potężne słonie. Poranna niebieskawa mgiełka łagodzi ostrość konturów, romantyzuje krajobraz, tworzy nastrój, w jakim człowiek musi czuć się szczęśliwy i lepszy, niż w istocie jest. Kandy oczarowuje z daleka, widziane jeszcze ze szczytu góry przecięte drogą, i z bliska, gdy turysta spaceruje wśród kandyjskich drzew, ludzi, domów. Kandy urzeka oglądane po raz pierwszy, do Kandy pragnie się wrócić, gdy nadszedł czas pożegnania.


Świątynia Zęba (Dalada Maligawa) miejsce przechowywania prawdziwego zęba Buddy.


Spotkanie z przeszłością

Słońce chyliło się już ku zachodowi. Poszliśmy na spacer nad wodę. Wspaniałych inżynierów miał monarcha dwunastego wieku: gigantyczna płachta wody obudowana granitowymi głazami. Sinoczarna powierzchnia łyska falami. Bryza dmie ku rozgrzanemu brzegowi, na którego skraju rosną luźno kępy palm. Za plecami pola ryżowe, za wioską pagórkowaty teren mitycznej – spośród drzew widać kopuły buddyjskich stup. Spokój i cisza. Rajska ziemia Adama.


Głowa kamiennego posągu Buddy z Polonnaruwy


Kerala

Kołysane bryzą palmowe lasy, kremowe piaski szerokich plaż, błekit morza od zachodu i ciemna zieleń gór na wschodzie; miasta, miasteczka i wsie czyste, sari często zapomniane na rzecz długich bluz lub sukienek, a białe dhoti na korzyść spodni i kolorowych koszul. Gładkie są asfalty dróg, gładka jest woda lagunowych kanałów, którymi suną bezszelestnie barki z wydętymi żaglami z worków po ryżu. Są to pierwsze obrazy rejestrowane w pamięci i pierwsze wspomnienie Kerali.


Kerala


Błękine Wzgórza

Herbacie towarzyszy legenda: przed wieloma wiekami święty półlegendarny Bodhidharma, założyciel buddyjskiej sekty zen, medytował intensywnie siedząc pod drzewem w okolicach Nankinu w Chinach. Zmorzyło go jednak sen. Bodhidharma obudził się bardzo zły, że sen przeszkodził mu w doprowadzeniu myśli do twórczego wniosku, i aby na przyszłość zaradzić podobnemu nieszczęściu, obciął sobie powieki. Z miejsca, w którym obcięte powieki padły na ziemię, wyrosła przedziwna roślina. Z jej liści można było otrzymać wywar przepędzający sen. Dzięki temu ludzie mają dziś do dyspozycji herbatę, której Indie produkują blisko jedną trzecią, której są największym eksporterem, same wypijając herbaciany wywar w jednej piątej wszystkich na świecie sen spędzających listków.


Bodhidharma


Goa

Ukryte w dżungli, obrosłe dżunglą wsie i miasteczka chyba żywcem przeniesione z Portugalii: domy murowane, bielutkie, z gankami i kolumienkami, z odrzwiami ciosanymi w piaskowcu, z werandami, z koronkami kamiennych ozdób, galeryjek i okapów. Kościółki też bielutkie, dzwony biją na Anioł Pański, idą do kościoła ciemni Hindusi w ciemnych spodniach i białych koszulach, idą ich żony w perkalowych sukienkach prowadząc dzieci w białych koszulkach, ciemnych spodenkach, w sukieneczkach Królewny Śnieżki lub Alicji w Krainie Czarów. Ani jednego sari, ani jednego dhoti. Nazwy wiosek portugalskie, w wioskach portugalskie nazwy ulic wyryte w piaskowcu wmurowanym w róg budynków.


Goa


Ostania wędrówka

Nic się nie zmieniło w Bombaju. [...] pociąg jest już pełniutki. Są już ludzie na dachach wagonów, są między wagonami. Konduktorskie okrzyki przebijają się ponad wykrzykiwania sprzedawców herbaty, gazet i książek. Wysokie ryczenie syreny i powolutku wagony ruszają z miejsca. Koniec indyjskiej wędrówki.

Treść: Jan Zakrzewski "Wiza do Indii", wyd. Czytelnik, Warszawa, 1989.
Zdjęcia: www.podroze.pl, www.traveller.pl, www.fittofly.info, www.polariswushu.net, www.indoasia-tours.com
niedziela, 02 sierpnia 2009
Puri, Madras, Pondichery, Serendib i Nurelia (Cejlon)

Święte Puri

Trędowaty w Indiach to jeszcze gorzej niż kopany pies. Trędowaty usuwany jest poza rodzinę, wyrzucany z domu, wykreślany przez bliźnich z rejestru istot ludzkich. Trędowaty może tylko żebrać. Całe ich gromady kręcą się po wielkim placu przed puryjską świątynią Dżaganata wydębiając datki od pątników przerażonych, iż w razie odmowy nieszczęśliwy ludzki kikut dotknie ich, tchnie na nich złym powietrzem.

Tak jak w świecie chrześcijańskim ludzie przysięgają na Biblię, ta w świecie Dżaganata na posiłek z jego świątyni, a świątynne posiłki muszą stać na stołach przyjęć weselnych, podczas uroczystości rodzinnych, często towarzyszą obiadom businessmanów zawierających milionową transakcję.


Świątynia Dżaganata


Do Madrasu i dalej

Podróżowanie koleją po Indiach to wielka szkoła życia, okazja do hartowania serca, do stwardnienia na ludzki ból i nieszczęścia. Pasażerowie Hindusi mają twarze jak wystrugane z drewna: nie dostrzegają nędzy, nie docierają do nich błagalne słowa, są ślepi i głusi. Muszą być głusi i ślepi, gdyż inaczej musieliby zejść ze swojej drogi życia, zgubić się, oddać wszystko. To straszne, ale innej drogi nie mają. Czasami w otwartą i wyciągniętą dłoń spada dziesięć paisów, ale tylko czasami, wówczas gdy granice ludzkiej wytrzymałości zostały osiągnięte, gdy coś w sercach pękło, gdy przeszył je paroksyzm lęku, że to oni mogliby tak stać z wyciągniętymi dłońmi, z okaleczeniami, z błaganiem w oczach.

Zauważyliśmy coś, co istotnie różni Madras od wielkich miast północnych Indii: mniej ludzi na ulicach, większa czystość, mniej gór śmieci, mniej żebraków, mniej ludzi śpiących na ulicach. Gęstość zaludnienia indyjskiego Południa jest dużo mniejsza.


Dworzec w Madrasie


Pondichery

Turyści mało zaglądają do Pondichery, bo i po co tam jechać, skoro gdzie indziej plaże są równie dobre, a zabytki i miasta piękniejsze. Ponichery leży na skraju tamilskiego świata południowych Indii nad morzem, o osiem godzin autobusem od Madrasu. Dawne centrum francuskiej kultury, obyczajów i handlu na indyjskim półwyspie tonie w upale tropiku.


Pondichery


Na skraj podkontynentu


Światynia Srirangam


Serendib

[O napiętych stosunkach między Tamilami, a rodzimymi mieszkańcami Cejlonu] Ten konflikt tylko pozornie jest starciem dwóch odmiennych kultur, skazanych na współżycie na jednej wyspie. Przez stulecia współżycie było przyjazne, najczęściej nikt nie zastanawiał się, czy jest Tamilem, czy Singalezem, czy też Arabem, których mieszka na Cejlonie około miliona. To sytuacja ekonomiczna wywołała presje i niesnaski. Arabowie od wieków mają w sowich rękach wydobycie i handel szlachetnymi i półszlachetnymi kamieniami, które są olbrzymim bogactwem Cejlonu. Z kolei tamilska mniejszość broniąc się przed upokarzającym statusem mniejszości wykazała olbrzymia prężność ekonomiczną. Pracowici Tamilowie szybko zaczęli opanowywać handel i przemysł, wywołując zawiść, co tu dużo mówić, mniej prężnych i mniej pracowitych Singalezów. Wszystkie elementy konfliktu dojrzały na początku lat osiemdziesiątych. Dołączyła do tego sprawa wzmożonej emigracji Tamilów z biednego indyjskiego Południa, ze stanu Tamil Nadu. Tamilowie cejlońscy i wraz z tamilami indyjskimi, z którymi łączą ich więzy kulturowe i rodzinne, stanowią – w opinii Singalezów – siłę groźną dla przyszłości singaleskiej supremacji. Wystarczyła iskra, aby do białości rozpalić namiętności i stworzyć nowa sytuację wzajemnej wrogości.


Uprawy herbaty, Cejlon


Kraina Gór

Nurelia ma charakter typowo górskiej miejscowości wypoczynkowej: wśród głębokiej zieleni dziesiątki za dziesiątkami hoteli, hotelików, zajazdów, pensjonatów, domów noclegowych, domów wypoczynkowych. W zieleni są tez ukryte budynki z szyldami głównych herbacianych firm. Zwabieni barwnymi i przemyślanymi kolorowymi prospektami cejlońskiego ministra turystyki ściągają tu liczni turyści z Niemiec, Francji, Włoch, Holandii, aby móc choćby dotknąć listka herbaty, zerwać parę, zasuszyć w zielniku, spędzić bardzo drogą noc w dawnej kwaterze głównej sławnego na cały świat herbacianego koncernu Liptona czy braci Brooks bądź Lyonsa.


Nurelia

Treść: Jan Zakrzewski "Wiza do Indii", wyd. Czytelnik, Warszawa, 1989.
Zdjęcia: cache.virtualtourist.com, www.namastheayurveda.com, www.naszawyprawa.pl, www.angelikasreisen.de, neatorama.cachefly.net

środa, 29 lipca 2009
Nepal, Dardżiling, Kadżurao, Lahore (Pakistan), Dżajpur, Kalkuta

Podróż w czasie

Majestat skalnych kolosów, zaklęta w nich groza fascynują, tak jak fascynuje każda ziemska wspaniałość. Jest to jednak inna fascynacja niż ta, którą wywołują nepalskie miasta, mieściny, wsie i ich mieszkańcy. Dopiero przed kilkoma dekadami nepalscy władcy otworzyli swój świat obcym. Może właśnie dlatego odcięty od reszty problemów globu Nepal przetrwał taki, jakim był przed stuleciami. I fascynacja Europejczyka, który do Nepalu przybywa, wynika stąd, że widzi on przeszłość, będąc jakby przeniesiony przez wehikuł czasu, [...] aż za siedmioma górami i siedmioma rzekami ujawniła się oczom panorama złoconych dachów bajecznych pałaców i świątyń.

Himalaje, Nepal

Pożegnanie Nepalu

„Nepal nie ma szansy wyjścia ze swojej nędzy. Nie zwiększy obszaru upraw, gdyż każdy skrawek ziemi jest już wykorzystany. Z powodów erozji kurczy się obszar upraw. Nie poprawi się jakość plonów, gdyż mechanizacja jest niemożliwa na tarasowatych pólkach i na małych skrawkach poprzedzielanych absolutnymi nieużytkami; wspomożenie tej ziemi sztucznymi nawozami nie na wiele się przyda. Nepal nie uprzemysłowi też kraju, do którego nie ma, nie może być i nie będzie sieci dróg szybkiego dojazdu. Nepal jest, był i będzie trudno dostępnym, zamkniętym obszarem w środku kontynentu. Styl życia i ta kultura upraw, jaka jest, musi pozostać. Klimat i geografia przekreślają możliwości zwiększenia produkcji rolnej; trudności komunikacyjne przekreślają możliwość rozwoju produkcji przemysłowej; styl rządów, mentalność i system przekreślają resztę.”

W Indiach kupować biletu kolejowego ot, tak po prostu nie należy. Można, ale po co. Jest on w rzeczywistości mało wart bez rezerwacji miejsca siedzącego lub tak zwanego sypialnego, czyli deski do leżenia. Zwykły bilet bez rezerwacji służyć może do jazdy na dachu, między wagonami, a w najlepszym wypadku na stosie ludzi pod ubikacją w końcu wagonu.

Dardżiling – Kadżurao

Na skraju Dardżilingu Brytyjczycy dla swego męskiego potomstwa zbudowali z czerwonej cegły wiktoriańską szkołę pod wezwaniem Świętego Józefa, kubek w kubek podobną do paru tuzinów sławnych ekskluzywnych średnich szkół dla angielskiej arystokracji w Wielkiej Brytanii.

Tej właśnie nocy Hemawati, urodziwa, inteligentna córka głównego kapłana na dworze władcy Gaharwaru, kończy lat szesnaście. Bogini Indra nie była dla niej zbyt łaskawa – Hemawari już jako dziecko owdowiała. Jaskrawe światło księżyca i gorąca noc budzą w niej niepokój i dziwne pragnienia. Zrzuca z siebie szatę i wchodzi do pełnej lotosowych kwiatów sadzawki, aby muskał ją i odświeżył chłód wody. Obnażona leży na wielkim liściu lotosu. Wędrujący po niebie bóg-księzyc, przyjaciel i opiekun lotosów i wodnych lilii, dostrzega dziewczę, schodzi na ziemię i na sposób śmiertelnych zespala się z urodziwą Hemawati. I pławi się w miłości przez noc całą, świat pozostawiając w tym czasie w mroku, a ona jest chętna jego zalotom. Gdy słońce zaczęło dźwigać się z horyzontu i bóg zamieszał ją opuścić, zagroziła mu klątwą. Czandrama, jak mieni się bóg-księzyc, powiedział: „Nie przeklinaj mnie, dziewico, lecz bądź szczęsliwa, gdyż ten, którego ci dałem, będzie królem i będzie panował nad całym światem, i z niego weźmie początek tysiąc gałęzi.” Uspokoiło to i pocieszyło wielce Hemawati, niemniej nadal lękała się tego, co powiedzą ludzie, gdyż nie miała przecież męża. „Nie lękaj się, dziewico – odparł Czandrama – Twój syn urodzi się na brzegu rzeki Karnawati. Zabierz go do Kadżurao, złóż ofiary i wykonaj śluby. Syn twój będzie wielkim władcą, posiądzie kamień filozofów, będzie mógł żelazo zamieniać w złoto. Gdy skończy lat szesnaście, wykonasz nowe śluby i żłożysz noiwe ofiary, aby zmyć twój wstyd”. I boski kochanek zniknął, a Hemawati patrzyła nań zawsze, gdy krążył po niebie obdarzając ją czułymi muśnięciami poświaty. Urodził się syn i imię otrzymał Czandwarman, a na dzień urodzin przybył ojciec jego, Czandrama, i wszyscy zaprzyjaźnieni z nim bogowie. A gdy Czandwarman miał lat szesnaście, potrafił już zabić tygrysa lub lwa jednym uderzeniem kamienia, co serce Henawati przepełniało radością, więc przywołała boga Czandramę miłosnym hymnem. Czandrama dał synowi kamień filozofów, a syn udał się na pola Kadżurao i zbudował osiemdziesiąt pięć wspaniałych świątyń, i wokół nich wspaniałe ogrody, aby zmyć wstyd matki.

 

Kadżuraho

Kadżuraho

Lahore – Rawalpindi

Na północ podkontynentu trzeba by poświęcić lata, aby ją jako tako poznać. Na poznanie pełne nie wystarczy życia. Miesiące pozwalają na „liźnięcie”, na garść subiektywnych wrażeń i pochopnych wniosków. Północ jest przebogata w historię, legendę i zabytki. Północ jest kolebką hindiuzmu, tam bierze początek jego historia, tam rodziły się religie; na północ najpierw przybywały echa ze świata chajberską przełęczą z afgańskiej ,jeszcze dalszej północy. Bogowie mieszkają na północy – wśród himalajskich szczytów. W północ wdarł się Allach ze swymi ziemskimi wojskami, w jego imieniu przez wiele stuleci rządzili tu szachowie, a hinduizm i islam stapiały się nie tyle w sercach, co w obyczajach, strojach i architekturze, pozwalając bogu Sziwie zamieszkać w pełnej mauretańskiej uroku świątyni, Allachowi odbierać modły w meczecie architektury indyjskiej.

Przyszło nam do głowy, by odwiedzić z krwi bratniej powstały kraj, który w swój regulamin państwowy wpisał zasadę, że nikomu nie wolno jeść dwu kolacji, jeśli bliźni nie zjadł ani jednaj. Pakistan! A więc do Lahore poprzez jedyny punkt graniczny na parotysięcznokilometrowej granicy między obu państwami, pogniewanymi na siebie o wszystko, a głównie o Kaszmir podzielony prowizoryczną linią demarkacyjną od czasu ostaniej wojny! Państwo pakistańskie powstałe bezpośrednio po ustąpieniu Brytyjczyków w 1948 roku, też podzieliło sztucznie całości historyczne, etniczne, gospodarcze, jakimi były na wschodzie Bengal, a na zachodzie Pendżab. W 1948 roku ruszyły masy ludzkie na północ i na południe. Na południe poza nowe granice wędrowały miliony bengalskich i pendżabskich Hindusów. Na północ, głównie z Pendżabu, wędrowały do nowego państwa muzułmańskiego miliony wiernych islamowi. Obie fale niosły w sercu żal – jedna do drugiej. Musiało dojść do starcia wędrówki ludów po tych samych szosach. Padły miliony ludzi zamordowanych w bezprzytomnym fanatycznym uniesieniu, w nienawiści za wygnanie z własnych rodzinnych domów. Nie ma miłości między obu państwami jednego w istocie narodu, rozbitego fanatyzmem religijnym muzułmanów. Jest to trudna koegzystencja.

Na przedmieściach Rawalpindi rozpoczęto budowę nowej stolicy nadając jej nazwę Islamabad. Miasto Islamabad w ogóle nie istniało przed latami pićdziesiątmi. Dziś jest zespołem gmachów państwowych otoczonych parkami, budynków ambasad w ogrodach i dzielnic willowych zamieszanych przez możnych tego świata. Ci, którzy usługują, mieszkają nadal głównie w Rawalpindi lub nielicznych blokach na skraju nowego miasta. Oficjalnie, na wszystkich dokumentach, na depeszach agensyjnych, stolica nazywa się Islamabad, ale mieszkańcy Pakistanu mówią o Rawalpindi jako stolicy.

 

Lahore

Lahore

Dżajpur i z powrotem

Zamożny czy biedny (Hindus) – uwielbia podróżować, coś mu każe podróżować. Bywa to chęć odwiedzenia najsawniejszej świątyni, ulubionej bogini czy boga. [...] Może to być również chęć przywiezienie do domu świętego ryżu, który na wszystkie choroby skutecznie działa, jeśli jest z tej, a nie innej świątyni na podkontynentalnych antypodach, bądź pragnienie złożenia hołdu bogu Dżaganatowi w czasie jego rokrocznej pokuty, chęć oddania się medytacjom w aszramie – miejscu kontemplacji pod dozorem chytrych mędrców guru bądź pseudo-filozofów. Mogą być inne ważne powody podróżowania: z towarem, po pracę, z nadzieją, że gdzie indziej jest lepiej niż tam, gdzie się jest, w celu odwiedzenia rodziny żony w odległej wiosce innego stanu, i wreszcie po prostu chęć podróżowania. Społeczeństwa Indii są bardzo ruchliwe, wszyscy nieustannie podróżują.

Pałac wiatrów (Hawa Mahal) Dżajpur

Pałac wiatrów (Hawa Mahal) Dżajpur

Kalkuta

Kalkuta to miasto, o którym każdy może powiedzieć, ze zarazem nęci i odpycha, że go się nienawidzi i jednocześnie pragnie znów ujrzeć. Ta bengalska stolica była przez dziesiatki lat stolicą indyjskiego imperium Brytanii. Winston Churchill kiedyś powiedizał, że jest szczesliwy, ze mógł ja odwiedzić, gdyż wreszcie wie, że nie musi tam wracać. Pisarz Mark Twain nazwał Kalkutę „miastem koszmarnej nocy” i określił jako jedyne na świecie miejsce, gdzie w wilgotnym żarze mosiężne klamki zmieniają się w plastelinę. O Kalkucie krążą legendy, choć należy do najmłodszych miast Iandii i świata. Zaczęło się stosunkowo niedawno od jednego namiotu nad błotnistą szeroką reką Hoohgly, dzielącą dziś Kalkutę od Howrah. Namiot postawił wędrujący tędy agent handlowy Wschodnio-Indyjskiej Kompanii. Powstała stacja handlowa, potem osada, potem miasto, potem metropolia, a której Brytyjczycy rządzili Indiami do 1912 roku, nim przenieśli stolicę do Delhi. Upadek Kalkuty zaczął się po drugiej wojnie światowej. Nagle na zapleczu powstała granica, a za nią wrogie biedne państwo muzułmańskie, najpierw Wschodni Pakistan, a dziś Bangladesz. Bengal rozsiadły nad ujściami Gangesu został podzielony, tak jak Pendżab na zachodzie Indii. Przetwórnie juty zostały po jednej stronie granicy, źródła tego surowca po drugiej.

Kalkuta

Ulice Kalkuty

Treść: Jan Zakrzewski, "Wiza do Indii", wyd. Czytelnik, Warszawa, 1989
Zdjęcia: 
www.tsering.wroclaw.pl, www.glasser.net.pl www.pakemb.de www.terra.waw.pl, www.mandalay.pl

poniedziałek, 27 lipca 2009
Bombaj, Delhi, Varanasi, Katmandu (Nepal)

Zderzenie: Bombaj

Europejczyk [...] ma przewagę, którą dały mu okoliczności – ma inną skórę, inny ubiór, jest po prostu Europejczykiem i z tej racji zasługuje na większy szacunek. A jeśli jest ponadto Brytyjczykiem, właśnie dziś, w niepodległych od kilku dziesiątków lat Indiach, to okazuje się mu jeszcze większy szacunek. Nienawiści wygasły, a uznanie wyższości zostało. Wyższość jest legendą.

Walizki, torby czy worka nie wolno nieść samemu. Nie dlatego, że nie przystoi to Europejczykowi, ale dlatego, ze nie przystoi pozbawiać innego człowieka rupii należnej mu za prawo noszenia bagażu. Jeśli dźwiga się plecak samemu, to w oczach tragarzy pojawia się żal.

Bombaj to tylko punkt przeskoku z jednego świata w drugi. Miasto jest tak obce temu, co stanowi Indie, jak Nowy Jork jest obcy temu, co w istocie stanowi Amerykę. Przedsionek do piekła, brama w świat, brama do Indii i z Indii. Wielka brama z kamienia i marmuru, w kształcie łuku triumfalnego, stoi w porcie, nad wodą. Nosi miano Bramy Indii. Tutaj zaczynali i kończyli swe podróże monarchowie Brytanii, wicekrólowie indyjskiego cesarstwa brytyjskiego imperium, gubernatorzy, dostojni goście monarchów i maharadżów.

Brama Indii

Brama Indii, Bombaj

Pustka ulic wypełnia się tłumem, Tłum jest wszędzie! Nie płynie strumieniem jakąś główną ulicą, ale kotłuje się na każdej wolnej powierzchni, rozłożony równomiernie na wszystkich chodnikach. [...] Żywotność mrowia ludzkiego oszałamia. I zastanawia, skąd się wzięli ci wszyscy ludzie wypełniający pustkę po nocy. Taką ruchliwość i takie tłumy w świecie europejskim kojarzyłem zawsze z wielkimi imprezami publicznymi, zjazdami, manifestacjami, terenami wystaw i targów. Tutaj jest codziennością.

Mija zaledwie dwanaście godzin od wylądowania na indyjskim półwyspie, a suma wrażeń i doznań przekracza to, na co gdzie indziej czeka się miesiącami.

Można czytać o Indiach tomy, ale wszystkie obrazy stworzone na podstawie lektury pryskają w zetknięciu z rzeczywistością.

W pociągu

Długi pociąg niskich brązowych wagonów stoi na peronie. Ludzie zbierają się grupkami pod przyklejonymi na każdym wagonie listami pasażerów, którym przydzielono miejsce. Dwa wagony użytku ogólnego już są zajęte przez tych, którzy nie mają rezerwacji opłaconej osobno i trudnej do uzyskania. Choć do odejścia pociągu jest jeszcze blisko godzina, oba wagony są obwieszone: ludzie siedzą na dachu, trzymają się drzwi i ram okiennych, a podróż do Delhi trwa dwadzieścia cztery godziny. Przez wolne od głów i pośladków skrawki otworów okiennych widać zbity tłum w środku. Sardynki w puszce mają luźniej.

Delhi zrodzone w legendzie

Płynie wolno rzeka Jamuna, jej brzegu uczepiło się Delhi, podpełzło do niej po stuleciach tkwienia na otaczających dzisiejszą stolicę wzgórzach. W siedmiu pobliskich miejscach było Delhi, gniazdo władzy, nim wreszcie znalazło swe ostateczne leże. Legenda mówi, że tak jak pies, który układa się w jednym kącie, a potem przenosi się, przenosi, aż znajdzie miejsce najbardziej mu odpowiadające, tak Delhi dopasowywało się do terenu wiele razy. Burzliwa była jego historia: toczono o miasto wojny, grabiono je, palono, pozostawiano ruinę na pastwę losu. Dwukrotnie Delhi było pustynią, ale zawsze odradzało się jak feniks z popiołów. Było siedzibą imperatorów, przeżyło wiele dynastii, wchłonęło smaki i zapachy wielu kultur, które pozostały.

 

Czerwony Fort, Delhi

Czerwony fort

Jama Masjid

 Jama Masjid

Do granicy nepalskiej

Trzeba wypisać sążniste wnioski paszportowe, dołączyć fotografie i sto rupii, a następnego dnia – jeśli bogowie pozwolą – otrzymuj się wizę pod warunkiem, ze nie ma się włosów po pas i wyglądu hipisa. Hipisów Nepalczycy przestali lubić – zbyt wiele wprowadzili zamętu swym zachowaniem i łapczywością na narkotyki, które przestały być publicznie reklamowane na barwnych afiszach, jakie jeszcze niedawno wisiały na murach Katmandu, zachwalając uroki tej czy innej palarni.

Statystyki mówią, że jedna dziesiąta ludzkiej rasy żuje betel, aby zabić głód, lepiej przeżyć godziny dnia bieżącego i myśl o dniu następnym. Betel podnieca, daje energię, namiastkę zadowolenia z życia, pozwala łatwiej znosić jego trudy, każe spluwać na każdym kroku na czerwono, czerwieni, a w następnej fazie czerni zęby i dziąsła, jest narkotykiem bogatych i biednych.

Uczone pisma wspominają o istnieniu Varanasi przed trzema tysiącami lat, a legenda ten czas przedłuża o dalsze tysiące, gdy mityczne miasto nosiło miano Kaszi od słowa „kasza” – jasność słońca i duchowego życia – a może od nazwy plemienia Kasziów, którzy podobno żyli nad Gangesem.

W Varanasi był Budda i tu nauczał. Tu spotkały się wszystkie religie indyjskiego półwyspu. Budda nauczał w lesie pod Varanasie, tam właśnie wygłosił pierwsze kazanie, gdzie olśniło go światło prawdy, tam nawrócił pięciu heretyków, którzy jako pierwsi uczniowie odeszli, aby jednak powrócić na łono prawdziwej wiary. Tam na buddyjskiej polanie w lesie imperator Ashoka zbudował ku wiecznej chwale nauk Buddy gigantyczne pomniki religijne – stupy. To miejsce stało się kolebką buddyzmu, powstały klasztory i świątynie.

 

Varanasi

Varanasi

O wschodzie słońca widok nad Gangesem jest niezapomniany: mieszkańcy i pielgrzymi schodzą dziesiątkami tysięcy nad rzekę, wyłaniają się z zaułków między domami sięgającymi wartkiego nurtu, po schodach poważnie zstępują w wodę, zanurzając twarze w szarobrunatnej wodzie, myją się, piją świętą wodę, myją nią zęby, a obok płyną gnijące szczątki świętych krów i półspalone ludzkie ciała – gdy rodziny nie miały pieniędzy na więcej drewna. Na szczęście wody Gangesu zawierają bakteriobójcze minerały i są bezpieczniejsze od filtrowanej wody wiślanej.

Bajkowa stolica

W uliczkach toczy się „domowe” żucie, gdyż mieszkanie – mieszkalna nora, dziupla, osmolona kagankami komnatka – służy Nepalczykowi tylko do złożenia głowy w nocy, w tłoku, wśród innych ciał. Nawet gdy mieszkanko jest obszerniejsze, też służy wyłącznie do odpoczynku. Gotuje się na podwórku, pierze się na uliczce, na progu reperuje się odzież, produkuje, leczy: pośrodku strzyże się, myje, goli. Potrzeby fizjologiczne załatwia się też na uliczce, placyku, w zaułku. Jeśli ma się przy tym dużą kulturę i świadomość potrzeby zachowania pewnych form w zbiorowości, to wówczas wzorem zapożyczonym od Hindusów zakłada się sznurek za ucho i człowiek staje się niewidzialny.

Katmandu

Katmandu

Treść: Jan Zakrzewski "Wiza do Indii", wyd. Czytelnik, Warszawa, 1989.
Zdjęcia:
www.zgapa.pl www.indianholiday.com, www.blogi.szkolazklasa.pl, www.tropicalisland.de, www.travelplanet.pl

środa, 21 stycznia 2009
Sundarban



Sundarban


Życie namorzynów to życie na skraju – ta ziemno-wodna formacja rośnie okrakiem między lądem a morzem. Za miejsce do życia obrała sobie obszary, gdzie z nieba leje się żar, gdzie muł dusi korzenie, gdzie zasolenie uśmierciłoby każdą zwykłą roślinę w ciągu paru godzin.

Mimo to lasy i zarośla namorzynowe, czyli mangrowe, należą do najbogatszych ekosystemów Ziemi – najbardziej złożonych i charakteryzujących się największą produkcją biologiczną. W koronach drzew gnieżdżą się liczne ptaki, korzenie oblepione są małżami; przybywają tu na łowy węże i krokodyle. To szkółka dla narybku, żerowiska małp, jeleni, nadrzewnych krabów, nawet kangurów; rezerwuar nektaru dla nietoperzy i pszczół.


Sundarban


Namorzyny są formacją roślinną budowaną przez mniej więcej 70 gatunków roślin należących do kilkunastu rodzin, przede wszystkim rodziny korzeniarowatych. Spotykamy tu jednak również palmy, ketmie (hibiskusy), ostrokrzewy, a także przedstawiciele rodzin ołownicowatych, akantowatych, motylkowatych (bobowatych) i mirtowatych. Rosną tu i płożące się krzewinki i 60-metrowe, wysokopienne drzewa.

Każda roślina ma system ultrafiltracji niedopuszczający soli do  wnętrza organizmu oraz skomplikowany system korzeniowy umożliwiający życie w strefie pływów. Część z nich ma specjalne korzenie oddechowe, zwane pneumatoforami, które sterczą nad podłoże i zaopatrują roślinę w tlen; inne wykształciły silne rozwinięte korzenie podporowe, podobne do szczudeł czy przypór (skarp), które utwierdzają je w grząskim podłożu.




Najbogatsze fragmenty Sundarbanu tworzy kilkanaście gatunków roślin, od krzewiastych niskich palm nipa po wysokopienne drzewa sundri (Heritiera fomes), dorastające do 18 m. Grząskie błoto pod drzewami najeżone jest sterczącymi korzeniami oddechowymi. Wystają na 30 cm do góry niczym jelenie rogi, a rosną tak gęsto, że trudno postawić na ziemi stopę. Nieco wyżej znajdziemy lasy częściowo zrzucające liście w porze suchej; w miesiącach poprzedzających monsun mienią się czerwienią. W półmroku przemyka jeleń aksis i staje jak wryty, gdy stado małp podnosi alarm. Wysoko wśród konarów stuka dzięcioł, a po suchej ściółce z szelestem przebiegają kraby. Motyl Euoplea crameri, czarny w białe cętki, odpoczywa na gałązce, rozchylając i składając skrzydła jak modlitewnik.


Zapada zmierzch, rozlega się nawoływanie lelków, potem robi się cicho. Noc to pora tygrysa. Lasy namorzynowe są ostatnim matecznikiem tygrysa bengalskiego; jedynym jego nadmorskim siedliskiem. Tradycja zabrania wypowiadania imienia tygrysa – bagh. Ludzie nazywają go więc mamu, wujaszek. Wujek tygrys, władca Sundarbanu.




Pół miliona Bengalczyków rocznie ryzykuje, że narazi się mamu, i odwiedza Sundarban, by zbierać jego płody. To rybacy, drwale, zbieracze liści palmowych i trzciny na  strzechy, bartnicy. Mieszkają w lesie parę tygodni, żywiąc się tym, co znajdą, i za swoją pracę zarabiają parę taka. Spiżarnia Sundarbanu ma dla nich ryby i inne morskie płody, owoce, zioła, herbatę, cukier, surowce do warzenia piwa i skręcania papierosów.


W tropikach całego świata jest tak samo: lasy mangrowe to dla biedoty mieszkającej na wybrzeżach sklepy spożywcze, składy drewna na budulec i opał oraz apteki. A mimo to niszczy się je bez przerwy.



Z racji słabo rozbudowanej sieci dróg, głównymi szlakami komunikacyjnymi są trasy wodne. Aby móc podróżować po regionie, należy postarać się o specjalne pozwolenie. Prawdopodobieństwo spotkania tygrysa jest niewielkie, ale można obserwować największe na świecie krokodyle, które zwykły drzemać na błotnistych mieliznach, taraje (ssaki z rodziny kotowatych) i żółwie.

W 1973 na terenie indyjskiej części Sundarbanów utworzono rezerwat przyrody, mający na celu głównie ochronę tygrysów bengalskich. Park Narodowy Sundarbany (Indie) został utworzony w 1984 i został wpisany na Listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1987. Część należąca do Bangladeszu została wpisana na Listę w 1997r.

Informacje o Sundarbanach na oficjalnej stronie UNESCO

Ludojady pływają w Gangesie – artykuł o tygrysach zamieszkujących lasy Sundarbanów.



Sundarbans Future Imperfect



Sunderbans Tiger Project, Part 1



Sunderbans Tiger Project, Part 2



Sunderbans Tiger Project, Part 3



Sunderbans Tiger Project, Part 4





Źródło: www.wikipedia.pl , Przewodnik ilustrowany Indie (wyd.Berlitz) oraz www.national-geographic.pl
Zdjęcia:
www.national-geographic.pl  oraz www.pu.i.wp.pl

Na południe od Kalkuty rozciągają się wspaniałe lasy mangrowe – Sundarbany (po bengalsku „piękny las”). Region Sundarbanu obejmuje największe na świecie lasy namorzynowe o powierzchni około 10 tys. km kw., położone na granicy Bangladeszu i stanu Bengal Zachodni w Indiach, przy ujściach rzek Ganges, Brahmaputra i Meghna do Zatoki Bengalskiej. Są to największe lesiste żuławy na świecie, które objął we władanie królewski tygrys bengalski.

17:10, pheobe6 , Indie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 września 2008
Jauhar - masowe samobójstwo

„Jauhar” to pojęcie ściśle związane z dziejami średniowiecznych Indii, a w szczególności dawnego księstwa Radżputów. Gdy szala zwycięstwa przechylała się na stronę wroga, rzesze kobiet masowo popełniały samobójstwo, by ujść niewoli i pohańbieniu. Jauhar, czyli samopalenie, było praktykowane w obliczu klęski przez wszystkie kobiety w rodzinie, nawet przez żeńską część całych rodów. Matki rzucały się w płomienie z niemowlętami na ręku, młode dziewczęta prowadziły w kierunku stosów swe babki, niańki wiodły za ręce odświętnie wystrojone, śpiewające dzieci.

Pochodzenie tego straszliwego zwyczaju nie jest zupełnie jasne. Jedni powołują się na to, że w legendach hinduskich często powtarzał się motyw bogiń idących w ogień, by połączyć się ze zmarłym małżonkiem, inni upatrują praźródło tego rodzaju masowych samobójstw w kulcie boga-słońca.

W pradawnych kronikach po raz pierwszy wspominają o ludziach rzucających się w płomienie nadworni pisarze Aleksandra Wielkiego, który w IV wieku p.n.e. poprowadził swe wojska na południe od Himalajów, zajmując terytorium obecnego Pendżabu. Według zapisów z tego czasu w jednym tylko mieście 20 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci poszło na stos, by uniknąć niewoli.

Przerażający jauhar zanotowano za panowania sułtana Alla-ud-Dina, kiedy to zginęły dwadzieścia cztery tysiące kobiet, od małych dzieci do zgrzybiałych staruszek. „Jedne – pisze Todd – przebijały się mieczami, inne skakały w wulkan płomieni. Krew płynęła potokami, dymy ze stosów biły w niebo. Żadna nie wahała się. Zginęły wszystkie...”

Wędrowni śpiewacy-bardowie, idący od wsi do wsi, po dziś dzień opiewają bohaterstwo radżastańskich kobiet, ich dumę, ich trwalszą od życia miłość do mężów. Sławią odwagę tysięcy ofiar, które dobrowolnie poszły na straszliwą śmierć.

Więcej na temat tego przerażającego zachowania poczytajcie na wikipedii.


Źródło:
"Życie po hindusku" Janina Rubach-Kuczewska, Wyd.Iskry. Warszawa 1971.

16:30, pheobe6 , Indie
Link Komentarze (3) »
środa, 24 września 2008
Życiodajna i niszczycielska moc monsunu

Monsun, muson, (z grec. zmienny) układ wiatrów, które zmieniają swój kierunek na przeciwny w zależności od pory roku.

Rozróżnia się:

  • monsun letni (morski) z pogodą deszczową, związaną z niskim ciśnieniem nad lądem i wysokim nad morzem,
  • monsun zimowy (lądowy) z pogodą suchą, spowodowaną wysokim ciśnieniem nad lądem i niskim nad morzem.

W monsunie letnim wiatr wieje z morza w stronę lądu, w monsunie zimowym - odwrotnie. Latem ląd nagrzewa się szybciej niż woda, co powoduje unoszenie się nagrzanego powietrza, a tym samym spadek ciśnienia. W związku z różnicą ciśnień między wodą a lądem pojawiają się gwałtowne wiatry wiejące znad morza w głąb lądu, ponieważ wiatry wieją z obszarów o wyższym ciśnieniu do obszarów o niższym ciśnieniu).


Monsun letni, występujący u wybrzeży Azji, niesie w głąb kontynentu wilgotne powietrze i powoduje obfite opady (pora deszczowa), warunkujące urodzaj na ogromnych obszarach (Indie, Chiny), gdyż pomagają one nawadniać suche obszary w głębi kontynentu. Bardzo duże opady monsunowe powodują często katastrofalne powodzie, a brak opadów równie katastrofalne susze. [www.wikipedia.pl]

Z nadejściem czerwca intensywny upał panujący na równinie północnej przegania górne warstwy powietrza na północ od Himalajów i ściąga monsun na obszar całego kraju. monsun nawiedza najpierw wybrzeże południowo-zachodnie, następnie rozchodzi się w kierunku wschodnim i północny, a gdy dotrze do delty Gangesu, przechodzi przez szerokie doliny rzeczne ograniczone Himalajami i ich obficie zalesionymi przedgórzami. [Indie – przewodnik ilustrowany]


Monsunowe chmury nad Bombajem

Oczekiwanie na życiodajny deszcz jest pełne napięcia. Gdy o określonej porze nie nadchodzi, wszystkich ogarnia rosnące zdenerwowanie. O niczym innym się nie mówi. Najważniejszą wiadomością, której szuka się w prasie, są komunikaty meteorologiczne. A monsuny indyjskie, które niosą ze sobą 2/3 całorocznych opadów, są kapryśne. Nigdy nie wiadomo, kiedy i z jakim natężeniem „wybuchną”.

Do północnych Indii monsun dociera przeważnie w pierwszej dekadzie lipca. Czasem później. [...] Pierwsze grube krople spadły na ziemię [...]. Na ulicach zapanowała szalona radość. Ludzie śmieli się, tańczyli, śpiewali, wyciągali ku niebu ramiona. Dzieci kąpały się w pierwszych kałużach.

Wręcz nieprawdopodobna jest siła odradzająca monsunu. O dwóch dniach wszystko pokryło się leciutką zielenią, po tygodniu wokół szalała już bujna, tropikalna roślinność. [...] Pożółkłe, zeschnięte pnącza zaśmiecające od kilku miesięcy płoty i murki otaczające domy nie tylko pokryły się bogactwem zielonych liści, ale zaraz zaróżowiły pączkami kwiatów. Z nagła zaczęła rosnąć soczysta trawa. Pojawiły się kameleony. [...]


Początek monsunu


Himalaje w czasie monsunu letniego

Monsun szybko pokazuje swą drugą, złowrogą twarz. Zaczynają się powodzie. Niektóre rejony kraju zostają zupełnie odcięte od świata. Przestają kursować pociąg. Zawiesza się wiele lotów zarówno na liniach wewnętrznych, jak i zagranicznych. Niebezpiecznie jest wyruszać w drogę samochodem nawet na odległość kilkudziesięciu kilometrów. Woda podmywa nasypy szos i powrót może być odcięty.

Czasem monsunowe ulewy zraszały ziemię tylko 2-3 razy dziennie, chmury uciekały, niebo robiło się błękitne, a ziemia parowała niczym balia z wrzątkiem. Innym razem deszcz padał nieprzerwanie przez kilka dni i wtedy zaczynał się biblijny potop. Potoki rwącej wody burzyły slumsy biedaków, osiedla. Milkły telefony, gdyż zamakały kable. Gasło światło. Nie było dnia, żeby zerwane przez wichurę przewody nie poraziły kogoś prądem. Woda wdzierała się do niżej położonych domów, lała się na głowę z nadwerężonych dachów, przemiękały tynki bardzo tandetnie budowanych murów.
[Życie po hindusku]


Życie w czasie trwania monsunu letniego


Ulice miast podczas monsunu

Więcej zdjęć w galerii Monsun letni w Indiach

Treść:
www.wikipedia.pl
"Życie po hindusku" Janina Rubach-Kuczewska, Wyd.Iskry. Warszawa 1971.
"Indie - przewodnik ilustrowany" Wyd.Berlitz

Zdjęcia;

http://www.bbc.co.uk - http://bi.gazeta.pl - http://himalaye.webpark.pl - http://bi.gazeta.pl - aviever2002.blogspot.com



wtorek, 18 marca 2008
Jeśli wybierasz życie, wybierasz także śmierć

Dzisiejsza notka będzie krótka, ale za to mam nadzieję skłaniająca do przemyśleń. Do jej napisania zainspirowała mnie niedawno przeczytana książka Jostein’a Gaarder’a pt. „Dziewczyna z Pomarańczami”. Nie ma ona nic wspólnego z Indiami, ale treść w niej zawarta sprawiła, że podobnie jak główny bohater zaczęłam się zastanawiać nad pewnymi kwestiami.

Autor książki nie boi się zadawać najtrudniejszych pytań:

„Co byś wybrał, gdybyś miał taką szansę? Zdecydowałbyś się żyć na Ziemi przez krótką chwilę, aby po kilkudziesięciu krótkich latach zostać wyrwanym z tego świata i nigdy już tu nie powrócić? Czy też byś z tego zrezygnował? Masz tylko tę alternatywę. Takie bowiem są reguły. Jeśli wybierasz życie, wybierasz także śmierć.”

Na udzielenie odpowiedzi na to pytanie masz tyle czasu ile potrzebujesz.

Zastanawiając się nad tym pytaniem doszłam do wniosku, że w dużej mierze na odpowiedź musi mieć wpływ wyznawana przez każdego religia. Sugeruje to zwłaszcza ostatnie zdanie. Dlatego, aby notka jednak mimo wszystko wiązała się z tematem bloga, postanowiłam wspomnieć o wierzeniach hinduistycznych mieszkańców Półwyspu Indyjskiego.



W hinduizmie występuje w najbardziej rozbudowanej formie wiara w reinkarnację. Reinkarnacja (również: metempsychoza, transmigracja) - to pogląd, wg którego dusza po śmierci może wcielić się w nowy byt fizyczny. Np. dusza jednego człowieka może przejść w ciało nowo narodzonego dziecka lub nawet zwierzęcia czy rośliny. Samo słowo reinkarnacja jest zestawieniem dwóch członów: inkarnacja (wcielenie) i przedrostka re (oznaczającego powtórzenie czegoś). Dosłownie więc reinkarnacja oznacza powtórne wcielenie. Według zasad tej religii cykl śmierci i ponownych narodzin dusz ciągnie się aż do przerwania - pełnego zjednoczenia z Brahmanem (Bogiem), które nigdy się nie skończy. Jakkolwiek nie można bezpośrednio sterować procesem przechodzenia do następnego wcielenia, o jego kierunku decyduje indywidualna karma danej duszy. Stąd poprawianie własnej karmy poprzez dobre, zgodne z dharmą uczynki skutkuje wcieleniem się po śmierci w lepszy byt, zaś pogarszanie własnej karmy powoduje wcielenie się w gorszy byt. Krąg reinkarnacji może być przerwany dopiero po osiągnięciu oświecenia - które wiąże się z całkowitym oczyszczeniem karmy.

Więcej informacji na temat: reinkarnacji i karmy.

Tekst: www.wikipedia.pl
Zdjęcie:
www.epokaserca.pl/index.php?/plain/reinkarnacja
21:11, pheobe6 , Indie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 04 marca 2008
3000 dolarów za dziewczynkę
3000 dolarów za małą, słodką dziewczynkę. Wszystko dlatego, że Hindusi nie uważają je za słodkie...


Indie zaczną płacić biednym rodzinom niemal po 3000 dolarów za wychowanie przychodzących na świat dziewczynek, by ograniczyć praktykę aborcji i zabijania dzieci płci żeńskiej, która doprowadziła do zaburzenia proporcji demograficznych. - Będziemy płacić etapami i monitorować wzrastanie dziewczynek - mówi indyjska minister ds. kobiet i dzieci Renuka Chowdhury.

W Indiach wiele rodzin woli chłopców, którzy mogą zostać ich przyszłymi żywicielami, od dziewczynek, którym trzeba przy zamążpójściu dawać kosztowny posag. Według badań opublikowanych w brytyjskim czasopiśmie medycznym "The Lancet", w Indiach na przestrzeni ostatnich 20 lat liczba dziewczynek zabitych bezpośrednio po urodzeniu albo w wyniku aborcji po przeprowadzeniu zabronionego określenia płci, może sięgać 10 milionów. Rząd ma nadzieję, że finansowe zachęty zmienią ten stan rzeczy.

Biedne rodziny będą dostawać 15,5 tys. rupii (385 dolarów) w ratach i okrągłą sumę 100 tysięcy rupii, kiedy dziewczynka osiągnie wiek 18 lat - pod warunkiem spełnienia takich kryteriów, jak edukacja, szczepienia i stan odżywienia oraz pod warunkiem, że nie wydano jej za mąż.

Cały arykuł do poczytania na interia.pl

Zdjęcie pochodzi z galerii Asharity
"Ludzie Indii" na bollywood.pl. Polecam!

 

18:30, pheobe6 , Indie
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 listopada 2007
Diwali - święto świateł
Gdy Rama zwyciężył demna Rawanę, powrócił do Ajodhji i został jej królem. Światła lampek oliwnych zapalanych podczas święta Diwali mają symbolicznie oświetlać drogę powrotną Ramy oraz upamiętniać jego zwycięstwo nad złem.



Inny mit przypominany podczas tego święta opowiada o tym, jak Wisznu pojawił się na ziemi pod postacią karła i trzema krokami objął w posiadanie wszechświat. Tym samym pokonał demona Balego. Mimo, że zesłał go do świata podziemi, pozwolił mu jednak raz w roku powracać na ziemię i zaoalać miliony lampek, które swoją jasnością rozświetlają ludzkie umysły.



Ze względu na uwolnienie przez Wisznu bogini Lakszmi (więzionej przez Balego), to święto jest poświęcone także jej. Pokonanie zła symbolizuje rozpoczęcie nowego, dobrego etapu życia, dlatego Diwali jest obchodzone przez większość Hindusów jako Nowy Rok. Domy i miejsca pracy są wówczas porządkowane i dekorowane, a nawet odnawiane. Z tej okazji Hindusi kupują nowe ubrania, biorą tradycyjną kąpiel w oleju, a przed wejściem do domu i na jego progu isypują z kolorowego proszku rangoli i kolam - rysunki o skomplikowanych motywach geometrycznych i kwiatowych przynoszące szczęście i pomyślność. Jest to dobry czas na zawarcie małżeństwa i rozpoczęcie nowego projektu w pracy.



Diwali trwa pięć dni. Pierwszy upływa na przygotowaniach do świąt. Drugi upamiętnia zwycięstwo Kryszny nad demonem Narakasurą, zaś najważniejszy, trzeci dzień poświęcony jest Lakszmi. Bogini szczęścia zapraszana jest do domów, pali się na jej cześć tysiące lampek, które jednocześnie chronią przed ciemnością, śmiercią i nieszczęściem. Czwartego dnia przygotowuje się świąteczne jedzenie, zaś figurki bogów w świątyniach są rytualnie obmywane w mleku i przystrajane w bogato zdobione szaty. Bogom składa się w darze jedzenie, dziękując im w ten sposób za bogactwo natury i pożywienie. Piąty, ostatni dzień jest świetem braci i sióstr.

Diwali jest szczególnie lubiane przez dzieci, gdyż jest to także święto słodyczy. Ofiarowuje się je najbliższym, sąsiadom i przyjaciołom.

Wszystkim moim bollysiostrom i bollybraciom życzę szczęśliwego święta Diwali:)



Źródło: Mitologie świata - Hindusi
Zdjęcia: www.mibazaar.com, news.bbc.co.uk, www.kurmigroup.or

17:08, pheobe6 , Indie
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
01. Bollywood
02. Tollywood
03. Kollywood
04. Bengal
05. Kino artystyczne z Indii
06. Kooprodukcje indyjskie
07. Hollywood z akcentem indyjskim
08. Dokument
09. Książki o Indiach/ z Indiami w tle
10. Teksty i łumaczenia piosenek
11. Bollywood-linki
12. Zdjęcia i tapety BOLLYWOOD
13. Shahrukh Khan
14. Muzyka BOLLYWOOD
15. Indie
16. Blogi o Bollywood
17. Czytane i przeglądane
18. Ważne strony
Kontakt: pheobe6@interia.pl